Zapraszamy na naszą nową stronę - http://3liceum.edu.pl
______________________________________________________________________________________________________________
25 wrz 2007 „Szlakiem kaźni narodu polskiego” – wycieczka klasy IIa

Było wspaniale! – tak w olbrzymim skrócie można opisać wrażenia po trzydniowej wycieczce, w której uczestniczyliśmy. Ale jedynie na takim wstępie naszej relacji nie zakończymy!

Wycieczka „Szlakiem kaźni narodu polskiego” była współfinansowana przez byłego ministra Romana Giertycha. Trwała trzy dni: od środy do piątku, chociaż na upartego można powiedzieć, że cztery, bo wróciliśmy w sobotę – o 2 nad ranem. Opiekunami klasy IIa oraz mniejszej części klasy IIh była pani dyrektor M. Górniak, pani dyrektor E. Zaniewska, pani profesor A. Murawska oraz pani profesor K. Łowicka.

Wszystko, co było zaplanowane – zobaczyliśmy, chociaż czasami kosztem wolnego czasu. Pogoda także nam dopisała – nie spadła ani kropla deszczu, za to było trochę zimno, ale tego można było się spodziewać – w końcu mamy już prawie jesień.

Pierwszy dzień: Lublin + Majdanek

Naszą wycieczkę zaczęliśmy od wizyty na znanym z relacji telewizyjnych czy fotografii zamku, gdzie mieliśmy okazję zwiedzić wystawy, które tam były eksponowane. Największą uwagę chyba przykuł ogromny obraz Jana Matejki „Unia w Lublinie”, który przedtem znaliśmy tylko z podręczników od historii. Poza tym obrazem było mnóstwo innych – między innymi trumienne (Królowej Bony, Stefana Batorego) oraz sceny rodzajowe, pejzaże oraz portrety. Chłopcy najwięcej czasu spędzili na przyglądaniu się mieczom, zaś dziewczynom najbardziej podobały się srebrne cukiernice i inne bogato zdobione przedmioty (podobno z czystego srebra).
Po zwiedzeniu zamku cała wycieczka podążyła wraz z panią przewodnik do centrum miasta. Spacerowaliśmy wąskimi uliczkami Lublina, często z zachwytem przyglądając się tamtejszym ślicznym kamienicom. Część z nich była odrestaurowana, ale były i takie, o których jakby zupełnie zapomniano. Wstąpiliśmy też do dwóch kościołów, które pani przewodnik uważała za ciekawe. I rzeczywiście – ich wnętrza były bardzo bogate, barwne, pełne przepychu. Naszą uwagę przykuł w Lublinie duży kamień. Dotknięcie jego podobno przynosi nieszczęście, lecz ta wiadomość ani trochę nie zraziła Julity i Piotrka, którzy bez zastanowienia go dotknęli. Czy będą nieszczęśliwi, spotka ich coś smutnego? Czas pokaże, niemniej nie życzymy im nic złego.
W planach mieliśmy także zwiedzenie miasteczka akademickiego, ale korki i brak czasu zaważyły na naszą niekorzyść. Mogliśmy je zobaczyć jedynie z okna autokaru.

Następnie pojechaliśmy do Majdanka. Na początku obejrzeliśmy wstrząsający czarno – biały film, potem wyszliśmy z budynku muzeum i poszliśmy za panią przewodnik do więziennej łaźni, krematorium oraz do drewnianych budynków, w których dziś są eksponowane wystawy. Większość z nas była w Majdanku pierwszy raz. Jest to bardzo smutne miejsce, niemniej warto tam pojechać – to przecież nasza historia.
Na wieczór zajechaliśmy do ośrodka – Gran Marina, który znajdował się nad Zalewem Zemborzyckim (ale o kąpieli w zalewie nikt nawet nie myślał – było bardzo zimno!). Tam zjedliśmy obiadokolację i zakwaterowaliśmy się w domkach.

Drugi dzień: Kraków

Zanim dotarliśmy do Krakowa, minęło pół dnia. W dodatku natrafiliśmy na spore korki w tym mieście, co jak powiedział pan przewodnik – należy do codzienności (jeszcze gorzej niż w Białymstoku!). Ale nie było tak źle, udało nam się jeszcze sporo zobaczyć.

Zaczęliśmy od zwiedzania cmentarza. Zapaliliśmy lampkę przy grobie rodziców Ojca Świętego Jana Pawła II oraz prowadzeni przez pana przewodnika odwiedziliśmy mnóstwo innych grobów znanych osób: m.in. Marka Grechuty, Tadeusza Kantora, Heleny Modrzejewskiej i Jana Matejki.
Kolejnym punktem wycieczki było zwiedzanie katedry na Wawelu. W szybkim tempie – jako ostatnia wycieczka – pokonaliśmy mnóstwo małych schodków prowadzących na samą górę do olbrzymiego dzwonu Zygmunta, by następnie zejść na dół do kaplicy i zobaczyć groby królów Polski. Było tam kilka sal, w każdej po kilka dużych lub wyjątkowo małych, bogato zdobionych grobowców – spoczywali w nich książęta, królewicze, królewny oraz królowie Polski. Następnie szybkim krokiem poszliśmy na dziedziniec zamku, gdzie każdy chciał zrobić sobie zdjęcie, które byłoby ciekawą pamiątką z wycieczki.

Po tak wyczerpującej wyprawie czekał na nas gorący obiad w „Smoczej Jamie” (bynajmniej nie spożywaliśmy smoka!). Najedzeni do syta zakwaterowaliśmy się w Hostelu Yellow i szybko przebraliśmy, by za chwilę znowu wyruszyć na miasto.
O 19:15 mieliśmy spektakl „Sejm kobiet”, w Teatrze Starym, który ku naszemu zdziwieniu trwał jedynie godzinę. Nie grały w nim żadne znane nam osobistości, sam spektakl – jednym się podobał, drugim wcale nie, dlatego dalej przy kwestii teatru zatrzymywać się nie będziemy. Po spektaklu przeszliśmy dwie przecznice i już znajdowaliśmy się na Starym Rynku. Kraków jest pięknym miastem – zarówno w ciągu dnia, jak i nocą. Na Starym Rynku było mnóstwo ludzi – w kawiarenkach, na placu, w sklepach. Bębniarze wybijali na bębnach jakiś afrykański rytm, który budził w niektórych pozytywny nastrój, dlatego co odważniejsi zaraz tańczyli a nieśmiali – delikatnie się kołysali. Czy Kraków wcale nie śpi? Trudno powiedzieć. Gdy opuszczaliśmy plac – nadal było żywo i gwarno.


Trzeci dzień: Wadowice + Oświęcim

Pobudka o 7, 7:30 śniadanie, 8 wyjazd. Po półtorej godzinie jesteśmy w Wadowicach.
Pierwszym punktem naszej wycieczki w tej miejscowości był oczywiście dom Ojca Świętego, który jak się okazało znajduje się okno w okno z bazyliką! Mieliśmy okazję wejść do jego środka, gdzie obecnie znajduje się muzeum, w którym zgromadzone są różne ciekawe pamiątki związane z Ojcem Świętym – fotografie, świadectwa szkolne (a na nich prawie same piątki i szóstki!), buty, narty… Poruszanie się po domu Ojca Świętego utrudniały nam jedynie olbrzymich rozmiarów kapcie, które każdy musiał nałożyć na buty.
Następnie każdy uczestnik wycieczki miał trochę czasu wolnego, ale i tak większość grupy podążała jednym szlakiem – do bazyliki i na kremówki. Cukierni, kawiarenek czy innych miejsc gdzie można kupić ulubione przez papieża – kremówki jest w Wadowicach mnóstwo. Prawie na każdym kroku natknąć się można na szyld z kremówkami w roli głównej. A jakie one są? Część grupy (zaopatrująca się w cukierni „Zuzia”) była niezadowolona, reszcie kremówki na ogół smakowały.

Po wizycie w Wadowicach, pojechaliśmy do Oświęcimia (Auschwitz). Tu grupa rozdzieliła się na pół i każda część podążyła za swoim przewodnikiem. Obóz w Oświęcimiu – te mury, miejsce straceń i bramę przy wejściu większość z nas już wcześniej widziała – przede wszystkim na fotografiach i w telewizji przy relacji z wizyty papieża Benedykta XVI w maju ubiegłego roku. Także widzieliśmy te miejsca, byliśmy tam. Przy miejscu straceń każdy z nas indywidualnie oddał hołd. Wchodziliśmy także do środka każdego z murowanych budynków, gdzie kiedyś mieszkali więźniowie obozu. Dziś są tam wystawy, które przypominają i uświadamiają ogrom zbrodni, jakie się tam wydarzyły. Tam przecież zginęli ludzie…
Po zwiedzeniu obozu w Oświęcimiu pojechaliśmy jeszcze do pobliskiej Brzezinki (Birkenau), gdzie także znajdował się obóz. Tu dokładniej mogliśmy przyjrzeć się warunkom życia ludzi, gdyż weszliśmy do jednego z więziennych budynków. Zatrzymaliśmy się także przy pomniku, przy którym znajdowały się tablice w wielu różnych językach – w tym po polsku „Niechaj na wieki to będzie krzykiem rozpaczy i przestrogą to miejsce, w którym hitlerowcy wymordowali półtora miliona mężczyzn, kobiet i dzieci, głównie Żydów z różnych krajów Europy”.
To był ostatni punkt naszej wycieczki. Do Białegostoku wróciliśmy o 2 nad ranem w sobotę – zmęczeni, często przeziębieni, ale chyba – zadowoleni i szczęśliwi – bo wycieczka naprawdę nam się udała.

tekst i fot. Karolina Horoszko